Panie pielęgniarki okupujące KPRM przeszły same siebie. Do narzekania na warunki panujące w okupowanym przez nie pomieszczeniu (w tym brak miejsc do spania i pościeli – śpią na gazetach, a przykrywają się jedynie kocem) dorzuciły życzenie urozmaicenia posiłków (!).
Przecież rzeczone panie pielęgniarki – co trafnie zauważyła pani poseł Szczypińska, niegdyś sama będąca z zawodu pielęgniarką – prowadzą strajk i okupację budynku. Nie są zaś na wczasach. Wybierając się pod kancelarię premiera na zorganizowany przez związek pielęgniarek i położnych strajk, wiedziały – a przynajmniej powinny były wiedzieć – na co się piszą, w sensie co może je czekać. Same weszły do pomieszczenia w celu jego okupacji – nikt ich tam siłą nie wciągnął (no chyba, że koleżanki po fachu wepchnęły je tam, tak jak robotnicy stoczniowi podsadzili Wałęsę, by przeskoczył przez płot ;) ).
Do całej tej sytuacji pasuje mi takie moje własne porównanie do żołnierzy wyjeżdżających na wojnę. Pojechał taki jeden z drugim na misję do Afganistanu, w którym bądź co bądź panuje wojna. Przypomnieli sobie zapewne stare powiedzenie popularne za czasów komuny: czy się stoi czy się leży ileś tam PLN-ów się należy. I doszli do wniosku, że posiedzą z pół roku w bazie i zgarną ładny kawałek grosza (ochotnicy dostają, prócz żołdu, dodatkowe wynagrodzenie za udział w tejże misji). A tu tymczasem rozkaz brzmiał: jechać na patrol. No, nie, przecież mogą nas postrzelić albo nawet zastrzelić! W najlepszym razie zostaniemy ranni albo zginiemy. Nie, nie zgadzamy się!
No, k***, co się wyrabia w tej naszej polskiej demokracji! Żołnierz jedzie na wojnę, po to by walczyć, a nie siedzieć w bazie i gwizdać.
Tak samo pielęgniarki – nikt im nie kazał strajkować ani okupować KPRM. No chyba, że manipuluje nimi opozycja albo panowie lekarze, postępujący w myśl powiedzenia: „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.”
W każdym razie, strajkują dobrowolnie, to niby dlaczego miałyby liczyć na darmowe wyżywienie, wygodne łóżeczka, kołderki, a może jeszcze sauny z basenami, solaria i studia urody?? I tak powinny się cieszyć, że w ogóle dostały coś do jedzenia.
Wyjaśnienie:
Jestem daleki od krytyki słuszności strajku i racji pań pielęgniarek. Osobiście, gdybym stał przed wyborem czy dać podwyżki lekarzom czy pielęgniarkom, wybrałbym panie pielęgniarki właśnie. Jak by nie było pracują po wiele godzin na zmianach za niezbyt duże wynagrodzenie. A jednocześnie nie mają możliwości dorobienia do pensji. Co innego lekarze – mają po kilka etatów, nierzadko w tym samym czasie w dwóch różnych oddalonych od siebie miejscach. [Osobiście to widziałem kilka lat temu – lekarka w tym samym czasie ma dyżur w szpitalu i przyjmuje w przychodni. Tak wynika z godzin przyjęć. To co, że faktycznie w przychodni przyjmuje krócej niż powinna, bo w tym czasie przecież ma pacjentów na oddziale szpitalnym. Ważne, że kasę bierze – w tym przypadku – za dwa etaty.]
Powyższym tekstem chcę jedynie zaprotestować przeciwko postępowaniu pielęgniarek i tłumaczeniu go tym, że strajkują w słusznej sprawie. Owszem, ale nie tymi metodami. W ten sposób to każdy mógłby sobie okupować jakieś pomieszczenie rządowe albo samorządu lokalnego (będzie bliżej) i żądać, by go karmić i przenocować…


