Dzisiaj Małgosia nie chciała jechać do przedszkola z mamą. Stwierdziła, że pojedzie ze mną. No dobra – myślę sobie. Wprawdzie nie po drodze mi jazda z domu do pracy z uwzględnieniem przedszkola, ale co tam. Przedszkole jest w centrum, a ja pracuję w okolicach A–4, więc wysiadam sobie z autobusu po drodze. No nic to.
Iza z Magdą i Jasiem poszli, ja się ubieram, kawa się parzy (i herbata dla Małgosi), Małgosia coś tam je (znaczy się kanapkę). W końcu słyszę odjeżdżający pociąg i mówię do Małgosi, że mama właśnie pojechała, też byś już jechała.
Na razie jeszcze nic się nie dzieje; w końcu Gosia wzięła sobie kartkę papieru i piórnik ze swoimi przyborami do rysowania i coś tam rysowała. Minęło jeszcze może z 10 minut i nagle wypaliła, że chciała jechać z mamą i w płacz.
– „Jak to?” – mówię. „Przecież mówiłaś, że nie jedziesz z mamą”. Nie, ona nadal utrzymuje, że z mamą. – „Pociąg już pojechał” – mówię. Mama pojechała.
No nic, idziemy na autobus, Małgosia cały czas nie daje za wygraną. Po drodze dzwonimy do mamy, porozmawiała, trochę jej przeszło. W końcu jedziemy autobusem, nawet zadowolona, bo autobus szybko jedzie – pojechaliśmy pospiesznym, bo inne uciekły…
W końcu stwierdziła, że boli ją brzuszek i jest jej niedobrze, że to niby po tych drażach co je kupiliśmy, a którymi się zajadała podczas jazdy. Na szczęście już dojeżdżaliśmy, więc mimo marudzenia jakoś wytrzymała. Idziemy w kierunku przedszkola, wtem Małgosia stwierdza, że chce iść do mamy.
– Przecież już prawie jesteśmy w przedszkolu, a poza tym mama jest w pracy.
– Chcę iść do mamy do pracy.
– Ale mama tam pracuje, a nie bawi się.
– Do mamy do pracy. Już kiedyś byłam.
– Ale mama wtedy nie pracowała, tylko była tam tymczasowo.
– A wcale, że nie [standardowe powiedzenie Małgosi], bo pracowała…
Doszliśmy do przedszkola i została.
Uzupełnienie (po południu):
Gdy poszedłem dzisiaj po pracy odebrać dzieci z przedszkola, Małgosia na powitanie powiedziała mi, że jak ją dzisiaj zaprowadziłem i poszedłem to trochę jeszcze płakała za mamą…