Dzisiaj przypada dzień administratora (SysAdmin Day). Kilka lat temu sam byłem administratorem wielu systemów, w tym m.in. serwerów opartych o Digital Unix, HP-UX, Solaris, baz danych opartych na Oracle, Sybase, oprogramowania do zarządzania siecią HP OpenView (Network Node Manager, IT/Operations) + CiscoWorks, a także zarządzałem – jako jeden z 4 adminów – regionalną siecią korporacyjną (IP/IPX, BGP) w Regionie Katowice (4 województwa starego podziału administracyjnego kraju) firmy telekomunikacyjnej, w której pracuję. Dlatego też wiem jak trudna i ciężka jest praca administratorów. I na jakie trudności napotykają w codziennej pracy.

Z tej okazji życzę wszystkim administratorom wszelkich systemów dużo cierpliwości w ich pracy, jak też cierpliwości w kontaktach z użytkownikami, na których brak żaden z administratorów na pewno nie narzeka oraz – chociaż podjęcia próby – zrozumienia ich potrzeb (chociaż to jest niezwykle trudne). Powodzenia panowie (i panie) :)

Na osłodę wszystkim adminom polecam zapoznanie się z System Administrator Appreciation Day (niektórzy mają jeszcze gorzej)…

Ok, wszystko rozumiem. Zginęli ludzie w wypadku. Nie wrócili do domów mężowie, żony, dzieci. Oczekujący na powrót bliskich nie doczekali się. Tyle, że nie wydaje mi się żeby ogłaszanie z tego powodu żałoby narodowej miało jakiś głębszy sens. Przecież każdego dnia w całym kraju w wypadkach na drogach ginie bodaj zbliżona liczba osób. To co? oni gorsi? Nie należy się im żałoba? Przecież po ich śmierci też ktoś rozpacza…

Rozumiem też, że rodzinom ofiar każda pomoc jest teraz potrzebna, ale żeby zaraz po 100 tys.? Przecież na czas pielgrzymki byli ubezpieczeni, a i sama firma przewozowa też była ubezpieczona. No to rodziny i najbliżsi dostaną odszkodowania. Przecież w końcu w jakimś celu zawiera się ubezpieczenia. A PZU zapowiedział, że łączna suma odszkodowań wyniesie 1,5 mln € (!)

A raptem kilka dni temu przeszła trąba powietrzna (czy jak to tam nazwać) w okolicach Kłomnic (woj. śląskie) i w łódzkiem. W ciągu kilku minut żywioł zabrał wszystko co napotkał na drodze łącznie z dachami domów i całymi domami. Co poniektórym pozostał dosłownie kawałek ściany. Dla tych poszkodowanych nie ma „od ręki” po 100 tys. A przecież oni potrzebują odbudować domy, na nowo je urządzić, etc. Owszem, dostali po 6 tys. Wprawdzie docelowo mają dostać więcej, w zależności od wysokości oszacowanych strat. Ale po 1). nie „od ręki”, po 2). raczej nie po 100 tys. A w przypadku katastrofy drogowej w okolicach Grenoble (we Francji) nikt nie szacuje wysokości strat, lecz „od ręki” przyznawana jest pomoc…

Żeby nie było, że jestem nieczuły na ludzkie nieszczęście, ale jakby na to nie spojrzeć, to zabitym nic – w szczególności żadne pieniądze – życia nie wróci. Ale już pomoc materialna w odpowiednio dużej wysokości dla poszkodowanych przez wichurę – np. po 100 tys., czemu nie?! – umożliwiłaby im szybkie stanięcie na nogi. W sensie mieliby za co odbudować swoje domy. I jak najszybciej zapomnieć o poniesionych stratach…

Dzisiaj ok. 17.00 pielęgniarki zlikwidowały „Białe miasteczko” i tym samym zakończyły swój protest przed KPRM. D. Gardias [przewodnicząca OZZPiP] tak mówiła na okoliczność likwidacji miasteczka:

– Jesteśmy dumne z tego, że jesteśmy pielęgniarkami i położnymi, jesteśmy dumne z tego miasteczka, ale póki co nie ruszyłyśmy sumień strony rządzącej. To hańba jak zachowała się strona rządowa wobec protestujących pielęgniarek i położnych. Nie doczekałyśmy się do dzisiaj poważnych rozmów i dialogu, który powinien być w europejskim kraju.

No tak, racja rozmowy były niepoważne, bo nie dostały od rządu tego po co przyszły, czyli pieniędzy jakich oczekiwały. Ale gdyby dostały to rozmowy byłyby poważne!
Nie można przecież powiedzieć, że: 1) rozmów ani dialogu nie było w ogóle, 2) rząd nie proponował żadnych podwyżek. Rząd rozmawiał z nimi kilkakrotnie, co raz to ustępując, ale w pewnym momencie możliwości ustępstw ze strony rządu (a tak naprawdę przecież budżetu!) się skończyły. A na jakie ustępstwa poszły panie pielęgniarki? Chyba jedyne na co się zdobyły to zakończenie okupacji jednego z pokoi w KPRM, a i to nie bez przeszkód. Nie godziły się na miejsce odbywania rozmów ze stroną rządową (w Centrum Dialogu Społecznego – w jakimś celu przecież istnieje?). Ale kilka dni temu nie zgodziły się na – uwaga – utrzymanie 30% podwyżek z ubiegłego (chyba) roku (!). Zaraz, zaraz, to jak to, nie chcą podwyżek?? To po co przyszły? Z tego co kojarzę, to od początku protestu paniom pielęgniarkom chodziło o podwyżki…

Panie pielęgniarki utrzymują też, że kompromisu nie udało się osiągnąć, bo rząd nie zaoferował im żadnej propozycji. Hmmm… o kompromisie można mówić, gdy na ustępstwa idą obie strony sporu, a nie tylko jedna. Ustępował tylko rząd, a pielęgniarki trwały na swym twardym stanowisku. No to w końcu i minister zdrowia (Z. Religa) się zdenerwował i stwierdził, że więcej rozmów nie będzie.

A czego się spodziewały? Może rząd mógłby dodrukować trochę pieniędzy? Co za kłopot – wydrukować i rozdać; tylko, że wtedy dostałyby gazetę albo inny nic nie wart papier – tak już bywało za komuny, brakowało pieniędzy to się dodrukowywało…