Dzisiaj ok. 17.00 pielęgniarki zlikwidowały „Białe miasteczko” i tym samym zakończyły swój protest przed KPRM. D. Gardias [przewodnicząca OZZPiP] tak mówiła na okoliczność likwidacji miasteczka:
– Jesteśmy dumne z tego, że jesteśmy pielęgniarkami i położnymi, jesteśmy dumne z tego miasteczka, ale póki co nie ruszyłyśmy sumień strony rządzącej. To hańba jak zachowała się strona rządowa wobec protestujących pielęgniarek i położnych. Nie doczekałyśmy się do dzisiaj poważnych rozmów i dialogu, który powinien być w europejskim kraju.
No tak, racja rozmowy były niepoważne, bo nie dostały od rządu tego po co przyszły, czyli pieniędzy jakich oczekiwały. Ale gdyby dostały to rozmowy byłyby poważne!
Nie można przecież powiedzieć, że: 1) rozmów ani dialogu nie było w ogóle, 2) rząd nie proponował żadnych podwyżek. Rząd rozmawiał z nimi kilkakrotnie, co raz to ustępując, ale w pewnym momencie możliwości ustępstw ze strony rządu (a tak naprawdę przecież budżetu!) się skończyły. A na jakie ustępstwa poszły panie pielęgniarki? Chyba jedyne na co się zdobyły to zakończenie okupacji jednego z pokoi w KPRM, a i to nie bez przeszkód. Nie godziły się na miejsce odbywania rozmów ze stroną rządową (w Centrum Dialogu Społecznego – w jakimś celu przecież istnieje?). Ale kilka dni temu nie zgodziły się na – uwaga – utrzymanie 30% podwyżek z ubiegłego (chyba) roku (!). Zaraz, zaraz, to jak to, nie chcą podwyżek?? To po co przyszły? Z tego co kojarzę, to od początku protestu paniom pielęgniarkom chodziło o podwyżki…
Panie pielęgniarki utrzymują też, że kompromisu nie udało się osiągnąć, bo rząd nie zaoferował im żadnej propozycji. Hmmm… o kompromisie można mówić, gdy na ustępstwa idą obie strony sporu, a nie tylko jedna. Ustępował tylko rząd, a pielęgniarki trwały na swym twardym stanowisku. No to w końcu i minister zdrowia (Z. Religa) się zdenerwował i stwierdził, że więcej rozmów nie będzie.
A czego się spodziewały? Może rząd mógłby dodrukować trochę pieniędzy? Co za kłopot – wydrukować i rozdać; tylko, że wtedy dostałyby gazetę albo inny nic nie wart papier – tak już bywało za komuny, brakowało pieniędzy to się dodrukowywało…


