Archiwum Tag'ów: ważne wydarzenia

…o godz. 16.30 Karol Wojtyła został wybrany na papieża liczbą 99 głosów kardynałów elektorów (na 111 obecnych na konklawe).
O godzinie 18:18 ukazał się biały dym zwiastujący dokonanie wyboru. Oficjalne ogłoszenie wiernym rezultatów konklawe nastąpiło o 18:44. Kardynał Pericle Felici przedstawił je zwyczajową formułą:

Annuntio vobis gaudium magnum: Habemus Papam,
Eminentissimum ac Reverendissimum Dominum,
[Oznajmiam wam radość wielką: mamy Papieża,
Najczcigodniejszego i Najprzewielebniejszego,
]

A następnie przedstawił nowego papieża:

Dominum Carolum,
Sanctae Romanae Ecclesiae Cardinalem Wojtyla,
Qui sibi nomen imposuit Ioannis Pauli (Secundi)!
[Karola,
Kardynała Świętego Rzymskiego Kościoła, Wojtyła,
który przybrał sobie imię Jan Paweł II.
]

Jan Paweł II powiedział do tłumów:

Najwybitniejsi kardynałowie powołali nowego biskupa Rzymu. Powołali go z dalekiego kraju, z dalekiego, ale jednocześnie jakże bliskiego poprzez komunię w chrześcijańskiej wierze i tradycji [...]. Nie wiem, czy będę umiał dobrze wysłowić się w waszym… naszym języku włoskim. Gdybym się pomylił, to mnie poprawujcie.*

Dla zainteresowanych: szczegółowy przebieg II konklawe 1978 r
Warto też zapoznać się ze szczegółami wyboru Karola Wojtyły na papieża

 

__________________
* Użył po włosku błędnego wyrazu w sformułowaniu se mi sbaglio mi corigerete, tłumaczonego na polski jako poprawujcie zamiast poprawiajcie albo poprawcie. W języku włoskim poprawną formą jest mi correggrette, natomiast błędnie użyte sformułowanie corrigerete mogło się skojarzyć z corrigendo, co oznacza wymagającego umieszczenia w zakładzie poprawczym – kogoś sprawiającego trudności wychowawcze.

Dzisiaj w godzinach porannych ruszyła stacja Włoszczowa Północ (świętokrzyskie) na trasie Centralnej Magistrali Kolejowej Warszawa – Kraków.

Dzięki kolejowo-samorządowej inwestycji we Włoszczowie (lokalne samorządy partycypowały kwotą 345 tys. zł; ogólny koszt inwestycji to 3 mln zł), miasto uzyskało dogodne połączenie z Warszawą, Krakowem, Częstochową i Krynicą. Jak powiedział orędownik i patron przedsięwzięcia – minister w Kancelarii Premiera, Przemysław Gosiewski – „to, na co czekano od 30 lat, zrealizowane zostało w ciągu dziewięciu miesięcy tego roku”.

Podróż z liczącej 11 tys. mieszkańców Włoszczowy do Warszawy trwa teraz 1,5 godziny. Postój pociągu na włoszczowskiej stacji może także skrócić trwającą obecnie 3 godziny podróż z Kielc do stolicy przez Radom; trzeba jednak w tym celu zbudować 7 km toru od Czarncy do Włoszczowy.

Oczywiście jak zwykle przy takich okazjach podniosły się głosy krytyki, że koszty zatrzymania (i ponownego wprawienia w ruch) ekspresu są ogromne. Wręcz nieopłacalne z punktu widzenia interesu PKP.

Myślę, że jest to mocno przesadzone, ale zaczekajmy na oficjalne wyliczenia fachowców, a nie narzekania wszelkiej maści pseudo-ekspertów.

Dzisiaj, w sobotę, 14 października o godz. 11.21 rozpoczęło się pisanie 12. Dyktanda ogólnopolskiego. W katowickim „Spodku” z trudnościami naszego języka zmierzyło się ok. 5 tys. osób. W tym roku nagroda główna wyniosła 35.000 PLN. Tym razem tekst był krótki, ale jak zwykle pełny pułapek językowych i trudnych słów, bądź co bądź na co dzień rzadko używanych.

Jak się okazało najwięcej problemów sprawiło słowo „przerzeżże”. Prof. Andrzej Markowski, autor tekstu dla dorosłych, zgodził się, że tego słowa nie ma w słowniku. Ale – jak stwierdził – wystarczyło znać zasady. To rozkaźnik od „przerzezać”, wzmocniony partykułą.

Dobrze było też pamiętać język dziadków. Zwyciężczyni tegorocznego Dyktanda, Małgorzata Denys, domyśliła się z kontekstu, że chodzi o „przerżnięcie”. Wpadło na to 20 osób. Trzy z nich nie popełniły żadnego błędu. I tym samym po raz pierwszy w historii tego dyktanda o kolejności miejsc decydowały przecinki.

Z bloga drzewiarza

Nicnierobienie, niechby i wyważone, z rzadka jest chwalebne. Zżymając się, rzekłem więc na przekór sobie: Przerzeżże przerzynarką na przestrzał miłorząb tuż-tuż obok tui. Znienacka i bez ceregieli ściosaj to plugastwo, co zza hibiskusa wytrzeszcza cętkowane niby-oczy. Oj, będzież to kośba, że hej! Zarazem sczyścisz chaszcze na wprost transzei i baldachogrono hortensji naprzeciw grząskiej strużki. Umaisz potem odrzwia, rozsiądziesz się popod nimi i dla relaksu stworzysz limeryk, ot, choćby taki:

Sufrażystka z Końskowoli
boogie-woogie wspak rzępoli,
myląc c-moll i As-dur, gdyż
hyca przy tym wszerz, w dal i wzwyż,
wojażując wśród bemoli.

Dzisiaj w wieku zaledwie 61 lat zmarł Marek Grechuta, mistrz piosenki poetyckiej. Największą popularność zdobył dzięki przebojom „Tango Anawa”, „Korowód”, „Serce”, „Niepewność”, „Ocalić od zapomnienia”. Wielokrotnie był nagradzany na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.

Jego utwory, począwszy od tych, które śpiewał z towarzyszeniem zespołu „Anawa”, charakteryzowały się zawsze oryginalnym tekstem i odległą od stereotypów muzyką. Grechuta przez długi czas współpracował z kompozytorem Janem Kantym Pawluśkiewiczem. To wraz z nim założył krakowski kabaret, który przekształcił później właśnie w swój słynny zespół „Anawa”.

Przez 10 lat Marek Grechuta współpracował z krakowską Piwnicą pod Baranami. Ostatnia płyta artysty ukazała się w 2003 r. Kilka lat temu nagrał piosenkę pod tytułem „Kraków” wraz z zespołem Myslovitz.

W grudniu skończyłby 61 lat – urodził się 10 grudnia 1945 r. w Zamościu.

Zapalmy świeczki ['] ['] [']

W przypadającą dzisiaj rocznicę (67.) rozpoczęcia II wojny światowej, warto przybliżyć wszystkie (ustalone do czasów współczesnych) przyczyny oraz okoliczności jej wybuchu. Otóż, wrzesień 1939 roku tak długo był przedmiotem propagandowej manipulacji, że dzisiaj znamy jego bardzo wypaczony obraz.

Zamieszczam ciekawsze fragmenty artykułu Bogusława Wołoszańskiego przedstawiającego szczegółowo wydarzenia, które zapoczątkowały atak na Westerplatte 1 września 1939.

Ta wojna zaczęła się daleko od Westerplatte i dużo wcześniej. W 1935 roku na wielkim poligonie pod Kijowem, gdzie Armia Czerwona zaprezentowała zachodnim obserwatorom swoje możliwości. Zagraniczni obserwatorzy wojskowi z podziwem patrzyli, jak tysiąc czołgów, które przebyły setki kilometrów, z marszu rozwijało bojowe formacje. Dla brytyjskiego generała Archibalda Wavella, który wiedział, że armia jego kraju dysponuje niewiele ponad trzystu czołgami, widok takiej masy pojazdów pancernych zgromadzonych na jednym poligonie był szokiem. A siła pancernej pięści zademonstrowana na wstępie ćwiczeń była tylko przygrywką do pokazów, które olśniły i przeraziły zagranicznych obserwatorów. [...]

Dla oficerów z Zachodu wniosek był jeden: Armia Czerwona wkrótce będzie gotowa ruszyć na Zachód, a żadne z państw demokratycznych nie znajdzie dość siły, aby ją zwyciężyć. A kto mógłby zatrzymać ten radziecki walec, gdy ruszy na Zachód? Oczy polityków zwróciły się na… Hitlera. Tylko Niemcy mogli stawić czoła radzieckiej potędze, zanim ta dotarłaby do Paryża. Oczywiście, pod warunkiem, że dostaliby szansę budowy wielkiej i silnej armii. I tak w roku 1935, gdy Armia Czerwona przestraszyła europejskich polityków i wojskowych, Zachód przymknął oczy na łamanie przez Niemcy ograniczeń zbrojeń, jakie narzucono temu państwu po pierwszej wojnie światowej. [...]

Adolf Hitler, po obejrzeniu 10 października 1938 r. potężnych umocnień w pobliżu miasteczka Ceske Velenice, które tak hojnie przyznano Niemcom w Monachium, wygłosił przemówienie. Atakował Anglików i Francuzów i nagle wspomniał o Polakach: – Podziwiam Polaków. Nie dają się zastraszyć. Mogę być przyjacielem Polaków i powiadomię mojego dobrego przyjaciela Lipskiego (mówił o polskim ambasadorze w Berlinie), że może na mnie liczyć!

Kłamał? Nie. Wskazywał, w jaką stronę zamierza prowadzić swą politykę, w której Polska odgrywała bardzo istotną rolę. Uważał, że może dogadać się z naszym rządem. Dwa tygodnie później, 24 października 1938 roku, do Berchtesgaden przyjechał ambasador Józef Lipski. [...]

Wieczorem Lipski spotkał się w restauracji hotelu Grand z Joachimem von Ribbentropem, ministrem spraw zagranicznych Niemiec. – Nadszedł czas osiągnięcia porozumienia we wszystkich możliwych sprawach, które powodują rozdźwięki między Niemcami i Polską – zaczął rozmowę Ribbentrop. Potem przedstawił propozycję: Polska odda Gdańsk oraz wyrazi zgodę na wybudowanie eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej, które połączyłyby Rzeszę z Prusami Wschodnimi. To nie było żądanie, lecz propozycja ugody – w zamian oferował, że Niemcy udostępnią Polsce podobną trasę drogową i kolejową biegnące przez Gdańsk, wolny port w tym mieście i rynek zbytu na polskie produkty. [...]

Na szczęście nasz minister spraw zagranicznych Józef Beck nie musiał rzucać się w ramiona Joachima von Ribbentropa. Wystarczałoby, żeby wykorzystał ugodowe nastawienie Hitlera i szachował naszych wrogów (Związek Radziecki) i sojuszników (Francję i Wielką Brytanię) możliwością zawarcia paktu z Niemcami. W ten sposób mógłby wymusić na nich postępowanie korzystne dla Polski. [...]

Anglicy przestraszyli się nie na żarty. I zaczęli Polakom obiecywać gruszki na wierzbie, byleby trzymali się z daleka od Hitlera. Problem w tym, że minister Beck w te obietnice uwierzył. Zamiast rozgrywać niemiecką kartę, zamiast robić wszystko, aby storpedować możliwość zbliżenia Niemiec ze Związkiem Radzieckim, zaufał angielskim gwarancjom. [...]Minister wierzył, że Francuzi, którzy wydawali miliardy na budowę bunkrów Linii Maginota, nie będą tam kryć swoich żołnierzy, ale wyślą ich, aby ginęli w walkach na granicy Niemiec. [...]

– Zrozumiałem, że jeżeli uderzę na Zachód, Polacy, wypełniając swe zobowiązania sojusznicze, zaatakują nas – mówił Hitler do swych oficerów na tajnej konferencji w Berchtesgaden 22 sierpnia 1939 roku. – Dlatego zdecydowałem się rozpocząć wojnę z Polską. Polskie wojska wypełniły sojusznicze zobowiązania co do joty. Do początków października 1939 roku toczyły bohaterską, krwawą walkę w obronie ojczyzny. To politycy nie uchronili naszego kraju przed wyniszczeniem, tak wielkim, że jego skutki odczuwamy do dzisiaj. Zwłaszcza w polityce.

…podpisania Porozumień Sierpniowych – 30. sierpnia w Szczecinie oraz 31. sierpnia w Gdańsku.

Władza ówczesna – widząc, że nie da rady stłumić protestów strajkujących robotników – ugięła się pod presją strajkujących i podpisała porozumienie ze strajkującymi.

Przy tej okazji warto napisać, że jeden z najważniejszych dokumentów programowych pierwszej „Solidarności” – program NSZZ „Solidarność”, uchwalony przez I Krajowy Zjazd Delegatów, rzuca inne światło na cele strajkujących robotników. Mianowicie, wspomniany dokument o otwarcie lewicowej wymowie dowodzi, że strajkującym 26 lat temu robotnikom nie chodziło o wprowadzenie w Polsce kapitalizmu i planu Balcerowicza. Marzył im się samorządowy socjalizm, inny od ówczesnego biurokratycznego systemu i zupełnie różny od obecnej Polski. Taki program uchwalono demokratycznie na zjeździe reprezentującym 10-milionowy ruch robotniczy, jakim wtedy była „Solidarność”.

Więcej na ten temat w artykule.